Zanim kat strzelił im w tył głowy, podsądni składali samokrytyki, przyznawali się do niepopełnionych zbrodni i wydumanych spisków, licząc na łaskawość satrapy. Satrapa pławił się w ich strachu i poniżeniu. A wszystko zaczęło się od zabójstwa jednego z sekretarzy, ochrzczonego mianem "zbrodni stulecia"